poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 2

To nie możliwe, przecież to był tylko głupi sen. A jednak stał przede mną  najprzystojniejszy chłopak jakiego widziałam..To on…Zayn Malik.

Zaniemówiłam..Zapewne wyglądałam w tym momencie jak idiotka, kolejna typowa nastolatka, która reaguje tak na widok ładnego chłopaka. Nie obchodziło mnie to jednak w tym momencie, w końcu to pewnie jedyna moja szansa na dokładne zapamiętanie jego boskiego wyglądu, te śliczne oczy, pełne malinowe usta, nawet ten kilkudniowy zarost… STOP! Lissa ogarnij się! Nie znasz go.. To kolejny przygłup do już z resztą dość pokaźniej sumki, grupy popularnie nazywanej „Elitą”..Tak, Elita głupia nazwa dla głupich jej członków..A jednak, każdy marzy by się do niej dostać.. Bo otóż może sprostuję parę spraw by było łatwiej. Nasza szkoła dzieli się na takie jakby grupy społeczne:
  • ·         „Elita”- grupka popularnych, lubianych, bogatych i co najważniejsze najbardziej nadętych ludzi w szkole. Mogą wszystko a ty musisz im podlegać, bo w innym wypadku jesteś nikim..
  • ·         Sportowcy- no tak… cóż tu więcej mówić należą do nich wszelkiego rodzaju sportowcy szkolni, raczej mało spostrzegawczy i inteligentni..Za to nadrabiają wyglądem i osiągnięciami.
  • ·         Artyści- nazwa chyba mówi sama za siebie, to grupka ludzi tych kreatywnych, wyróżniających się, oryginalnych..Grają na instrumentach, śpiewają, malują, piszą..
  • ·          Kujoni- Tsaaa… i oto jest! Moja grupa społeczna.. A co tu więcej dodawać, jesteśmy inteligentni, dobrze się uczymy i mamy ambicje na przyszłość ale w tej szkole i tak będziemy uznani za „nic”.

Tak właśnie to wygląda. Ale zaraz, zaraz..przecież ja tu na podłodze siedzę zapatrzona w tego kretyna. Nagle poczułam gorąco na policzkach. Świetnie! Jeszcze tylko tego brakowało… Dzięki ci, moje „kochane” ciało..Nie wiedziałam co mam zrobić. No, spanikowałam i uciekłam. Tak, dobrze słyszycie… uciekłam. Zabrałam pośpiesznie torbę i wyminęłam zdezorientowanego chłopaka. Biegnąc tak ulicą myślałam o tym jaka jestem beznadziejna. Wcześniej miałam masakrę w szkole a teraz kiedy zabrałam swoje manatki i wybiegłam na oczach wielu ludzi ze szkoły to już w ogóle. I co najgorsze zrobiłam z siebie idiotkę przed nim. I po raz kolejny już tego dnia łzy napłynęły mi do oczu. Na szczęście dobiegłam już do domu, krzyknęłam tylko „Jestem już mamo” i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Mam dość już tego dnia. Położyłam się licząc na sen ale niestety wszechświat się na mnie dziś uwziął. Usłyszałam cichą melodie obok mnie więc chcąc nie chcąc wzięłam telefon, który wyświetlał imię mojej przyjaciółki Lily i odebrałam.
- Lily to nie tak, że nie chce mi się z tobą gadać ale.. czego chcesz? – zapytałam już całkowicie poirytowana.
-Chciałam ci tylko przypomnieć, że dziś jest ta impreza u mnie. Wszyscy przychodzą i ty również mi obiecywałaś. Masz przyjść słyszysz!?- mruknęłam cicho niezadowolona. Nie lubię się rzucać w oczy, imprezy to również nie moja bajka.. Źle się na nich czuję, dlatego też nie chodzę na nie.
- Tak słyszę. Przepraszam ale mam dziś zły dzień i kompletnie nie chce mi się iść gdziekolwiek prócz mojego ciepłego łóżeczka.
-Oj przesadzasz, jest dziś piątek! Przyjdź chociaż na chwilę, jak ci się nie będzie podobać to osobiście cie odprowadzę. Poza tym nie ma nikogo takiego specjalnego, sami swoi. Proszę Lisiuuu- specjalnie mi to zrobiła, nie widziałam jej przez telefon a i tak czułam, że robi teraz te swoje słodkie oczka.
-Noo…. zgoda. Ale tylko na chwilę – zgodziłam się, skoro nie będzie tam aż tylu ludzi to czemu nie? Pójdę tam, pokażę się jej, że przyszłam, posiedzę z godzinkę i wyjdę cicho  z domu. Tak, okrutne ale trudno.
-Jeeeej ! Dziękuję kochana! Tylko ubierz się ładnie bo będzie paru przystojniaków!
-Zaraz, zaraz..że co!?- krzyknęłam ale odpowiedziało mi tylko ciche „ Pip, pip”..Fajnie rozłączyła się..I w co ja się znowu wkopałam.
Nie rozmyślałam długo nad tym, poszłam na dół uświadomić mamę, że idę dziś do Lily po czym popędziłam na górę by się przygotować. Nie zrozumcie mnie źle. Nie malowałam się ani też nie ubierałam jakoś specjalnie. Po prostu osądziłam, że dobrze by było odświeżyć się po całym dniu w szkole. Po wykonaniu tych prostych czynności, wsadziłam moje ulubione czarne rurki i beżowy, długi sweterek. Na to włożyłam jeszcze złote serduszko, które dostałam od rodziców na urodziny i brązowe trampki. Ucałowałam mamę i już miałam wychodzić kiedy to moja rodzicielka złapała mnie za rękę i z uśmiechem na twarzy zepsuła mojego warkocza, pozwalając przy tym moim włosom swobodnie opadać na plecy. W końcu wyszłam z domu kierując się w stronę domu Lily. Było już dość ciemno, w końcu jest już prawie 18. Nie lubię iść sama po ciemku. To nie tak, że się boję… chociaż w sumie wróć.. tak boję się i to bardzo.. Na szczęście doszłam już do domu przyjaciółki słysząc już muzykę i kiedy chciałam zapukać do drzwi otworzyły się z hukiem a z nich wybiegła grupka ludzi, wyraźnie już podpitych. Zaskoczona spojrzałam w głąb domu i zobaczyłam coś około 30 ludzi… No tak Lily.. „sami swoi”. Przyglądając się tak zauważyła mnie w końcu i sama organizatorka. Z uśmiechem na przytuliła mnie szepnęła coś w stylu „baw się”. Nie było mi do zabawy, poszłam w stronę dwóch foteli znajdujących się w rogu pokoju gościnnego i usiadłam na jednym z nich. W skupieniu przyglądając się ludziom. Byli tacy szczęśliwi, tańczyli, śmieli się i wygłupiali. Na sam ten widok na moją twarz wkradł się delikatny uśmiech. Ale z transu wyrwała mnie czyjaś ręka dotykająca mojego ramienia. Lekko się przestraszyłam i odwróciłam w stronę tego „kogoś”. I nagle poczułam się jakbym dostała w twarz patelnią. Przede mną stał lekko zamyślony… Zayn ?
-Nie chce ci przerywać tej jakże fascynującej czynności jaką jest patrzenie się na ludzi- powiedział uśmiechając się przy tym drwiąco. Tak, moja niechęć znowu powróciła. Miałam ochotę go rozszarpać- ale dowiedziałem się, że będziesz dziś na tej imprezie i postanowiłem oddać ci twój zeszyt. Zostawiłaś go w szkole..- podał mi wspominany zeszyt, specjalnie przy tym dotykając mojej ręki. Poczułam się mega niezręcznie.

Eee.. dziękuję.- odpowiedziałam zerkając przy tym na zegar naprzeciwko mnie. Co? Już 22? No nieźle, muszę lecieć. Uśmiechnęłam się przepraszająco w stronę Zayna i poszłam ku drzwiom. Otworzyłam je i nagle przeszedł mnie dreszcz..Jest tak ciemno, a ja mieszkam spory kawałek stąd. Mój były rozmówca chyba to zobaczył bo podszedł do mnie i od razu:
-Boisz się ciemności?
-Co? Nie, znaczy może trochę.. Po za tym co cie  to obchodzi. Dam sobie radę, jak zawsze..- przyciszyłam głos wypowiadając to ostatnie..Nie dam. I dobrze o tym wiem, ale nie mogę się jeszcze bardziej przy nim zbłaźnić.
-No  tak. Właśnie widzę, chodź za mną i nie marudź- prychnął, pociągając przy tym mnie za rękę. Zaprowadził mnie pod piękny czarny, samochód. Na widok moje zachwytu uśmiechnął się jeszcze bardziej. Usiadł po stronie kierowcy zachęcając mnie bym siadła obok niego. Zrobiłam to o co prosił. Lekko przerażona, usiadłam. Poprosił o mój adres po czym uruchomił samochód. Jechaliśmy już parę minut. Był bardzo skupiony, wyglądał przy tym naprawdę słodko. Lecz przerwał nagle martwą ciszę:
-Jesteśmy już na miejscu.- powiedział odwracając się przy tym w moją stronę .
-Ach, no tak. Dziękuję.. za podwiezienie.. i za oddanie mi zeszytu- zaczęłam się jąkać. Brawo Lissa!
-Nie ma za co. Tak w ogóle jestem Zayn, a ty?- zapytał, wyciągając przy tym swoja dłoń w moją stronę z lekkim uśmiechem.
-Nazywam się Melissa, ale wolę jak mówi się na mnie po prostu Lissa- odpowiedziałam.
-Hmm.. ciekawe imię- zamyślił się.
-Tak wiem, że głupie, ale niestety nie mogłam wpłynąć na decyzję rodziców- już lekko zestresowana odpowiedziałam. To prawda, nie lubię swojego imienia. Jest głupie i w dodatku kojarzy mi się z tą herbatką na uspokojenie.
-Nie chodziło mi o to, że jest dziwne. Jest bardzo ładne, nie słyszałem wcześniej takiego imienia.- wytłumaczył patrząc się prosto w moje oczy. Znowu to samo. Te oczy! Są takie piękne ale szybko ogarnęłam się i spojrzałam w przeciwną stronę.
-Eee… przepraszam ale muszę już iść. Jeszcze raz dziękuję. Cześć.- Idiotka ze mnie… i to straszna..
-Jasne, do zobaczenia Melisso.- zaskoczona odwróciłam się ale zobaczyłam tylko machającą dłoń w moją stronę po czym odjechał.
Zaskoczył mnie, naprawdę..Poszłam na górę i rzuciłam zeszyt na łóżko. Przebrałam się w piżamę i położyłam się. Już miałam zasnąć kiedy zauważyłam, że zeszyt otworzył się na stronach na których było coś napisane. Zaciekawiło mnie to, podniosłam zeszyt i moim oczom ukazał się napis :
„Do zobaczenia w szkole Melisso – Zayn” + ciąg jakiś liczb.


O raany.. Zayn Malik dał mi swój numer..Już po mnie..



                                                                                                    

Tak jak obiecywałam jest następny rozdział! Troszkę się rozpisałam więc sądzę, że nie jest najkrótszy ;3 Proszę komentujcie, to bardzo pozytywnie motywuje. Nie wiem kiedy dodam następny rozdział, chyba dopiero aż po świętach. Nie wiem jak u was ale u mnie nie ma śniegu. Normalnie nic a nic! Szkoda bo jednak to taki typowo świąteczny nastrój...Ale kto wie może coś jeszcze z tego będzie. 
                                                                           Miłego dnia, pozdrawiam Oliwia ;3




3 komentarze:

  1. O jeju! Jesteś świetna! Piszesz cudownie. Zapowiada się naprawdę fajnie. Ogólnie nie lubię i nie czytam blogów o takiej tematyce, ale od jakiegoś czasu staram się czytać wszystko jak mnie zaciekawi pierwszy rozdział.
    U mnie tez nie ma śniegu... pustka tylko deszcz i jeszcze raz deszcz.
    Pozdrawiam i życzę dużżżoooo weny,
    Luss

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do Libster Awards :)
    xxonedirectionismylifexx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny super piszesz ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń